Na początku roku, zamiast żyć postanowieniami, wolę robić podsumowania. Sprawdzam co wyszło mi dobrze, które rzeczy odłożyłam na później. Weryfikuję swoje doświadczenia po to, by móc lepiej określić miejsce, w którym jestem, jak również zastanowić się nad tym, w jakim kierunku chcę zmierzać. Podsumowania wydają mi się także bardziej przyjazne niż robienie postanowień – te drugie powodują we mnie napięcie. A nuż nie podołam? I zamiast postanawiać wole wyznaczać cele. Określać jasno, co chcę zmienić w swoim życiu. Do planów nastawiam się elastycznie, rok w rok z coraz większym luzem i dystansem podchodzę do życia, przekonań, zamiarów i ludzi. W efekcie jestem szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej pewna siebie i swoich oczekiwań względem innych.

Uważnie śledzę poczynania ludzi, którzy są dla mnie autorytetem, odnieśli sukces, świadomie pokierowali swoją karierą, realizując przy tym swoje pasje.  I przy okazji zachowali normalne życie rodzinne. Czy to jest możliwe? Oczywiście, ale wymaga pracy i skupienia się na rzeczach naprawdę istotnych.

Taką właśnie osobą w moim odczuciu jest Marcin Meller. Wieloletni szef Playboya, felietonista Newsweeka, niegdyś prowadzący „Agenta” i Dzień Dobry TVN. A teraz bohater naszej okładki. To dziennikarz z krwi i kości, reporter i podróżnik. Autor książek, szef wydawnictwa i wreszcie prowadzący „Drugie Śniadanie Mistrzów” na antenie TVN 24. Do tego człowiek o niewyparzonej gębie (w dobrym tego słowa znaczeniu), mający własne poglądy, co w dzisiejszym świecie jest cechą rzadko spotykaną. 

Michał Stankiewicz, szef Prestiżu Trójmiejskiego, który przeprowadził wywiad z Marcinem Mellerem powiedział: „Ten facet nie tylko mówi to co myśli, ale wręcz bombarduje dziesiątkami tematów. Po naszej rozmowie musiałem dokonać żmudnej selekcji liczby wątków. A było ich tak wiele, że zamiast jednego wywiadu - wyszły… trzy. Przyznam, że spokojnie mogłoby powstać ich nawet pięć. Zwieńczeniem z tego wywiadu – była autoryzacja. Jak na anarcho-konserwatystę, gawędziarza i literata Meller nie tylko, że go nie kastrował, ale wręcz doszył dodatkową parę jaj.” 

Efekt oceńcie sami. 

Izabela Marecka 

 

Prestiż  
Styczeń 2020